Jak amator spawarki szukał…

Kiedy któryś raz z kolei musiałem przyspawać bramę przy domu powiedziałem „dość”. Płacenie kolejny raz spawaczowi, który do tej pory to robił przestało mnie bawić. Pomyślałem więc o kupnie swojej małej spawarki, aby raz a dobrze nauczyć się spawać samemu. Zacząłem szukać w internecie, ale początkowy efekt mnie przeraził. Firm mnóstwo, znawców jeszcze więcej. Jeden poleca taki sprzęt, drugi inny, w końcu zaczynają się kłócić i wychodzi na to, że jeszcze trzeci ma lepszy pomysł. W sklepach doradcy zachwalali swoje produkty niezależnie od faktycznej jakości. Były najlepsze i koniec. Postanowiłem, że zanim coś kupię, dowiem się o kilku ważnych dla mnie rzeczach. Inwertor był najlepszy Na moje małe potrzeby spawarki inwertorowe były idealne. Małe, mobilne, z inwertorem, który mimo przetwarzania prądu zachowywał swoją moc. Postanowiłem, że zacznę szukać, co tak naprawdę powinna mieć dobra spawarka inwertorowa. Dowiedziałem się o dokładnym sprawdzeniu maksymalnego amperażu oraz czasu pracy. Procenty to odpowiednik możliwości na 10 minut. 60% jest przyzwoitym wynikiem, czyli na 10 minut przypada 6 minut spawania maksymalną mocą. Poczytałem też o funkcjach: hot-start, anti-stick i ich znaczeniu dla mojej pracy. W końcu znalazłem odpowiedni amperaż, czas pracy oraz możliwości idealne dopasowane do mnie. Szukajcie a znajdziecie Jeśli szukacie spawarki do prostych prac, przy której musicie nauczyć się fachu, polecam najpierw trochę poczytać, zadzwonić do kilku fachowców i wybrać coś dla siebie. Najlepiej z gwarancją, żeby w razie awarii można było liczyć na naprawę. Pomocne będą specjalistyczne blogi, jest ich w sieci trochę. Nie warto się zrażać, tylko znaleźć najlepszy dla siebie sprzęt. A satysfakcja z nauczenia się i wykonywania samemu pracy jest nieporównywalnie większa, niż patrzenie na robotnika. Powodzenia!